Rozterki bycia less waste

Jak być less waste

Chcę mniej kupować, podejmować świadome wybory, generować mniej odpadów. To będzie super! Jest zapał i zapada decyzja: od dzisiaj żyję less waste! Pozbędę się połowy rzeczy, wyrzucę nieużywane kosmetyki, kupię mydło na sznurku i kilka gadżetów typu biodegradowalne owijki do żywności, wielorazowe płatki do twarzy i woreczki na żywność. Zamienię wszystko na zero waste! Do dzieła!

…Hola, hola!

Po pierwsze less waste nie polega na tym, że wyrzucę połowę gratów, żeby kupić TE NOWE w duchu less waste. Przecież na tym też robi się marketing…po prostu gdzie indziej zostawię pieniądze.Tak! Nie potrzebuję tych wszystkich gadżetów, żeby generować mniej śmieci. Ograniczę swoje zakupy i sprawię, żeby były bardziej przemyślane 🙂 Ekstra!

No tak, ale to wymaga wysiłku i przemyślanej strategii! Głównie chodzi o dostępność produktów. W dużym supermarkecie raczej nie kupię szamponu w kostce i bambusowych patyczków kosmetycznych. Chwila myślenia i przychodzi olśnienie! Przecież mogę zamówić je online! No tak, ale jak się tak głębiej zastanowić, to przecież taka paczka będzie zapakowana w karton (nie wiadomo czy z odzysku), a może i w folię. Fuj! Poza tym dostawa samochodem wygeneruje spaliny, które zanieczyszczą środowisko. Fuj! I to wszystko dla jednego szamponu w kostce? No nie! Zamówię towar online, ale odbiorę stacjonarnie w sklepie, do którego pojadę rowerem. I to jest less waste! Ekhm… ile mam takich punktów w swoim mieście… miasteczku… na wsi?

Będę less waste i zacznę używać wyłącznie naturalnych kosmetyków

Po pierwsze zrobię wszystko, żeby nie wyrzucać rzeczy, jedzenia i kosmetyków. Wiadomo, nie zawsze się uda, bywa. Chyba muszę przejść na kosmetyki naturalne, bo tylko one aspirują do bycia zero waste. Kupuję je, bo mają dobry skład. Nie wszystkie są pakowane w szkło, wiele z nich w plastik…ale kosmetyk naturalny nie może być zapakowany w byle co. Racja?

Jaki plastik każdy widzi

Wszystko, co plastikowe wrzucam do plastików, ale jak się okazuje nie każdy plastik nadaje się do recyklingu. Wiedziałyście!? Zanim kupię jakiś produkt muszę sprawdzić nie tylko skład INCI, ale także z czego zostało zrobione opakowanie. Dobry plastik to 01 PET, 02 HDPE, 05 PP i takich trzeba szukać. Najlepiej byłoby gdybym kupowała tylko w szkle lub papierze. Szkło jest obojętne chemicznie, nadaje się do recyklingu (ponownego przetopienia) bez utraty jakości, ale jego produkcja emituje gazy cieplarniane. Produkt zamknięty w szklanym opakowaniu to w efekcie cięższy towar i potencjalnie większy ślad środowiskowy podczas transportu. A miało być tak pięknie! Papier z kolei jest lekki i nadaje się do recyklingu. Ale to przecież drzewa, które są nam potrzebne do zachowania czystego powietrza i odpowiedniej temperatury. One rosną kilkadziesiąt lat! Jaki paradoks.

To będę kupować produkty, których opakowanie składa się z tworzywa z odzysku…albo bambusowe. Bambus rośnie bardzo szybko, nawet w 3 miesiące, więc wydaje się być idealny! Tylko ile towarów dostępnych na rynku zapakowanych jest w bambus? Ech!

Jak kupować ubrania, to tylko z bawełny… najlepiej organicznej?

Wiadomo, że tkaniny naturalne są lepsze niż sztuczne, a oba rodzaje lepsze niż te syntetyczne (poliester). Podczas prania poliestrowych tkanin podobno wypłukujemy z włókien mikroplastik, który następnie dostaje się do zbiorników wodnych, a z nich np. do ryb, a później…no wiadomo gdzie. Ale ćwiczę na siłowni, jeżdżę na rowerze…ciuchy sportowe są z poliestru! Tego nie przeskoczę.

Jednak na co dzień będę kupować tylko bawełnę! W sieciówkach znajdę mnóstwo tkanin bawełnianych, z wiskozy, czy lyocellu, a coraz częściej z organicznej bawełny. No to już się cieszę i zacieram rączki, żeby poszaleć na wyprzedażach i obkupić się w t-shirty z metką organic cotton. Nie dość, że zaoszczędzę na ubraniach, to jeszcze będę less waste i eko! No niestety nie. Kupowanie na wyprzedażach, BO jest WYPRZEDAŻ, TANIEJ, i w ogóle super OKAZJA nie jest w duchu less waste. A niech to!

Bawełna bawełnie nierówna

Co do bawełny, to wszystko zależy od tego jak została pozyskana, a następnie barwiona. Idealna sytuacja wygląda tak: jeśli mój obecny t-shirt jest uszkodzony, to staram się go naprawić. Jeśli się nie da, to przerabiam na szmatki. Potem idę na shopping… do freeshopu lub second handu i tam szukam sobie t-shirtu. Jeśli go nie znajdę, to idę lub jadę do sklepu, oczywiście rowerem, ewentualnie komunikacją miejską. Zanim go kupię sprawdzam…czy mi pasuje? To też! Bo kupić mogę tylko, to co będę nosić. Ale muszę jeszcze wiedzieć, czy ludzie zatrudnieni do wytworzenia t-shirtu mieli zapewnione godne warunki pracy i płacy, czy do hodowli bawełny nie użyto szkodliwych pestycydów i nie zużyto za dużo wody. Trochę tego dużo, jak na jednego konsumenta. Czy może nie?

Niestety jeśli tkanina nie spełnia standardu GOTS (Global Organic Textile Standard), to nie mam 100% pewności, co kupuję. Acha, trzeba jeszcze wiedzieć, co to GOTS! Standard ten oznacza, że tekstylia zawierają minimum 70% organicznych włókien, chemikalia użyte podczas produkcji spełniły kryteria środowiskowe i toksykologiczne, a ludziom zostały zapewnione godne warunki socjalne. No! 

…nie znajdę takiego t-shirtu na wyprzedaży w sieciówce. Googlam w sieci, znajduję polską markę, tworzącą ubrania z certyfikatami. Super, bo wspieram polskich twórców…płacę za t-shirt nie 15 zł, a 150 zł, ale w słusznej sprawie… zamawiam kuriera z dostawą do domu. Ech…

Czy w takim razie less waste w ogóle ma sens?

Myślałam, że będzie łatwiej. Zrezygnuję z foliówek, wyrzucę kilka gratów, kupię bawełnianą torbę i wielorazowy kubek na kawę. Będę less waste! A tu się okazuje, że to tylko wierzchołek góry lodowej, że im bardziej zagłębiam się w temat, tym trudniej i bardziej wymagająco. I nie rozchodzi się tylko o mydło w kostce. Po co mi to było?! Większość ludzi korzysta z tego, co jest dostępne na rynku. A jeśli coś jest dostępne, to jest okej i nie zagłębiają się w temat tylko korzystają. High life! 

…A ja tylko rozgrzebałam temat w swojej głowie. 

W sumie to wygodne. Nie mają na to czasu, chęci, świadomości. Rozumiem to. Bycie less waste wymaga wysiłku. Nie inaczej. Wymaga zmiany przyzwyczajeń i zgłębienia tematu, a to jest największy wysiłek. Według mnie to, co najważniejsze w byciu less waste, to ograniczony konsumpcjonizm i świadome wybory, a nie popadanie w skrajności, czy poczucie winy, że kupujesz dezodorant w plastiku. Robiąc baby steps można naprawdę wiele zdziałać! Najważniejsze, żeby zacząć od siebie i swojego najbliższego otoczenia. Powolutku.

Jak być less waste? Kilka praktycznych porad i nieco otuchy!

Na początek świadome zakupy, czyli czytanie składów kosmetyków i refleksja nad tym, czy kupowany produkt na pewno jest mi potrzebny, czy będzie dla mnie dobry. Przemyślany zakup to mniejsze prawdopodobieństwo, że trafi do kosza. Chodzi o to, żeby podejmować lepsze wybory: bawełniane woreczki na owoce, kosz lub torba bawełniana na zakupy, ograniczenie ilości kosmetyków i kupowanych ubrań, bo są na wyprzedaży. Nie wszystko będzie idealnie, ale na pewno da się coś zmienić i z czegoś zrezygnować, nie tracąc przy tym nerwów, bo nie o to w tym wszystkim chodzi 🙂 Trzeba się tylko rozejrzeć wokół siebie i pomyśleć, co da się zrobić od razu.

Odsyłam Was do moich pozostałych wpisów, w których znajdziecie tipy na świadome zakupy i bycie less waste:

Niczego nie marnuj, bądź minimalistką i żyj eko – czy tak się da?

Świadoma pielęgnacja, świadomy konsument – 13 zasad

Dajcie znać jakie jest Wasze podejście do bycia less waste? Czy udaje się Wam wprowadzać ideę less waste do swojego życia? Jest to dla Was trudne?